„Dwa demony, cztery demony, sześć demonów”, czyli o rehabilitacji mojego 5-letniego syna

I’M BACK.

Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Przez ostatnie miesiące tak wiele się działo, że napisanie czegoś na blogu odchodziło zazwyczaj na dalszy plan. Proszę o wybaczenie, obiecuję poprawę. A co się działo? W skrócie: zakończyłam na dobre psychoterapię, przeszłam dobrowolnie na szczęśliwe bezrobocie, pojechałam spontanicznie do Paryża, by spotkać i przytulić wokalistę Ghosta (tak, byłam w przebraniu zakonnicy), zobaczyłam na żywo Johnny’ego Deppa… Mogę wreszcie powiedzieć, że mój wózek zwany „życiem” wrócił na odpowiedni tor, z którego już nigdy więcej nie dam mu spaść.

Poza wieloma innymi przygodami dane mi było uczestniczyć w nieziemskim wydarzeniu „Od wahadełka do gwiazd”, organizowanym cyklicznie w Hali Olivia tuż obok mojego mieszkania. I o tym chciałam Wam dzisiaj co nieco opowiedzieć.

Czym jest „Od wahadełka do gwiazd”? Targowisko, na którym można znaleźć wróżki, magiczne miecze do zwalczania demonów, tybetańskie misy czy spray „Anioł Stróż”. Nie, nie żartuję.

IMG_3926

IMG_3919

Bez tytułu.png

Poszłam na targ, by ktoś uderzył mnie w powyżej przedstawiony tybetański gong, lecz niestety, nie było takiej możliwości (poza tym większość atrakcji i wystawionych przedmiotów znacznie przekraczała możliwości finansowe przeciętnego Polaka). Za to trafiło mi się coś o wiele, wiele lepszego. Udało mi się uzdrowić mojego nieistniejącego, 5-letniego syna Filipa. Zacznę od początku. Po przejściu przez cały targ – kupieniu wróżb słowiańskich, wisiorka z czaszką kruka i sprayu – wraz z chłopakiem zobaczyliśmy siedzącego przy plastikowym krześle starszego mężczyznę z długą brodą, ubranego w strój typowy dla rybaka. Klemens, tak mu na imię. Zapytał, co nas trapi, po czym pokazał swoją „wizytówkę”, której zdjęcie zamieszczam poniżej:

IMG_3924.JPG

Chyba każdy skusiłby się na dalszą rozmowę, czyż nie? Powiedzieliśmy, że nas 5-letni syn Filip ma problemy z… dysleksją. Klemens kazał mi usiąść naprzeciwko siebie, mój chłopak dostał wyraźny zakaz brania udziału w leczeniu i jedynie przyglądał się temu, co miało miejsce. Klemens zaczął machać mi przed twarzą wahadełkiem, ja miałam w tym czasie czytać modlitwę znajdującą się na odwrocie kartki. Mówił przy tym: „Dwa demony, cztery demony, sześć demonów, osiem demonów, Filip ma dziesięć demonów”. Potem zaczął wyliczać wszystkim smoki, diabły, bomby, krokodyle, strzygi i Bóg wie, co jeszcze. Podał mi dwa woreczki wypełnione ususzoną pokrzywą – kazał mi je przyłożyć do uszu, oczu, brzucha. Ledwo powstrzymałam śmiech, gdy poprosił, bym wspomniane woreczki przełożyła na: „narządy i tyłek”. Raz po raz musiałam odkasływać, by nie wybuchnąć śmiechem. Nie wierzycie? Dzień później napisaliśmy do Klemensa, a nagranie z rozmowy zamieszczam poniżej. UWAGA! Nagranie zawiera śladowe ilości święcenia wody na odległość.

IMG_3925.JPG

Po całym seansie Klemens chciał nam sprzedać pokrzywę i mandragorę oraz poprosił za leczenie 100 zł. Paweł uratował sytuację, mówiąc, że zostawiliśmy portfel w samochodzie. Nie pojawiliśmy się już przy białym, plastikowym stoliku.

A teraz trochę na poważnie. Nie sądziłam, że na targi przyjdzie tak wiele osób. Mimo że cała przedstawiona sytuacja może wydawać się zabawna, a wręcz abstrakcyjna, im dłużej o niej myślę, tym bardziej jest mi smutno – smutno z powodu ludzi, którzy płacą ogromne sumy pieniędzy, by ktoś taki, jak Klemens, ich uleczył. Którzy mają nadzieję, że nietypowe metody leczenia są dla nich jedynym ratunkiem. Nie wiem, czy Ci wszyscy niekonwencjonalni „lekarze” są świadomi tego, jak wielką krzywdę mogą wyrządzić. Swoim zachowaniem są w stanie doprowadzić nawet do śmierci, zresztą już nie raz słyszeliśmy w wiadomościach o podobnych przypadkach. Zakładam trzy opcje:

  1. oszukują świadomie, tylko i wyłącznie dla pieniędzy – w takim wypadku nazwałabym ich po prostu złymi ludźmi i o ile wróżkom jestem jeszcze w stanie wybaczyć, to „lekarzom” przepisującym mandragory zamiast wizyt w przychodni już nie (uważam, że znachorzy powinni stawać przed sądem);
  2. sami wierzą w to, co przekazują innym – w takim przypadku wszyscy powinni trafić do zakładów zamkniętych.
  3. mają rację, a ich metody działają – nie no, żartowałam.

Jak usłyszeliście w nagraniu, Klemens nie był w stanie wyleczyć zeza, uzdrowił natomiast syna Filipa. Czy polecam pójście na targi? Zdecydowanie. Dlaczego? Trochę dla zabawy, trochę dla uświadomienia sobie, z jak wielką bujdą, a zarazem ogromnym niebezpieczeństwem mamy do czynienia. Może będziecie w stanie uświadomić w pewnym momencie kogoś z bliskich, jeśli nadejdzie taka potrzeba.

Do usłyszenia niedługo. Niech Anioł Stróż będzie z Wami (w razie potrzeby zapraszam na spryskanie sprayem).

Stay fishy!

<><

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s