„Cierpienia młodego Wertera” na stos, czyli o czytelnictwie i wydaniu książki w Polsce

unnamed

Zgodnie z raportem Biblioteki Narodowej tylko 37% Polaków powyżej piętnastego roku życia przeczytało jakąkolwiek książkę w roku 2016 (RAPORT BIBLIOTEKI NARODOWEJ). Największym powodzeniem cieszyły się u nas dzieła Henryka Sienkiewicza (czy może być coś bardziej nudnego?) oraz E. L. James (autorki niedawno wspomnianych „50 twarzy <Earl> Grey’a”). My, Polacy, jesteśmy przyzwyczajeni do lenistwa, do łatwego w odbiorze przekazu. Nie nauczyliśmy się czerpać przyjemności ze słowa pisanego, w naszym kraju „moda na czytanie” nie istnieje. Łatwiej zasiąść przed telewizorem i obejrzeć kolejny odcinek „Trudnych spraw”, aniżeli przez godzinę skupić swoją uwagę na kartach książki. Quo Vadis, Polsko?

Kto jest winny powstałej sytuacji? Czytelnik? Nie do końca. Powtarzamy zachowania, które kojarzą nam się z czymś przyjemnym, oraz unikamy tych związanych z przykrymi wspomnieniami. Jak można uśmiechać się na myśl o kupnie książki po okresie liceum, w którym byliśmy zmuszani do czytania takich dziadostw jak „Cierpienia młodego Wertera” czy „Kordian”? Przepraszam w tym miejscu polonistów, w tym moją mamę, oraz miłośników polskiego romantyzmu, lecz takie beznadzieja na liście lektur to jedno wielkie nieporozumienie. Rozumiem, iż każdy Polak powinien znać choć jedno dzieło Mickiewicza czy Żeromskiego, jednak lista szkolnych (w większości wyjątkowo nudnych i przedawnionych) lektur mówiących w kółko o powstaniach narodowych bądź mesjanizmie niezwykle skutecznie odstrasza przyszłych dorosłych czytelników od pójścia do księgarni czy biblioteki. Zaczynamy odbierać czytanie jako obowiązek, coś, co trzeba zrobić, a nie przyjemność. Drobiazgowe omawianie książek „pod egzamin”, wychwalanie pod niebiosa naszych polskich wieszczów (tak à propos ciekawostka ode mnie: wiecie, że Reymont nie odebrał osobiście Nagrody Nobla, bo był pijany jak messerschmitt?) i niedawanie możliwości emocjonalnego odbioru dzieła, to morderstwo czytelnictwa. Może gdybyśmy poszerzyli horyzonty młodych myślicieli o znakomite dzieła zagranicznych twórców („Mały Książę”, „Oskar i Pani Róża”, „Mistrz i Małgorzata”) bądź przedstawili im aktualne, przystępne, dające do myślenia i niekiedy szokujące książki polskich autorów (jak chociażby „Poczwarkę” Doroty Terakowskiej opowiadającej o dziewczynce z Zespołem Downa), 37 procent stałoby się odsetkiem osób nieczytających, a uczniowie w gimnazjum nie twierdziliby, że Szekspir był Polakiem.

Jednak wina leży również po stronie czytelników. Nie mam czasu na czytanie. Cóż za bezsensowne wytłumaczenie! Na kolejny odcinek serialu czy imprezę u znajomych masz, więc i na książkę się znajdzie. Nie mogę się skupić po pracy. To oczywiste, przecież trzeba leżeć na łóżku i przeglądać co chwilę powiadomienia na smartfonie. To nudne. Nie zaprzeczam, jeśli weźmiesz do ręki wspomniane „Cierpienia młodego Wertera”, będziesz cierpieć razem z nim. Warto jednak spędzić trochę czasu na znalezieniu „perełki”, która nie da Ci zasnąć, a wierz mi – takowe istnieją. Książki są za drogie. Istnieją jeszcze biblioteki! Poza tym koszt książki to koszt czterech piw i paczki papierosów, czyli podstawowego wyposażenia na zabawę, więc w czym problem? Nie lubię czytać. Przepraszam, nie dosłyszałam. Jesteś niedorozwinięty czy coś w tym rodzaju? Przemawia do mnie tylko jeden argument – czytamy, lecz nie książki. Gazety, blogi, reklamy, artykuły, dokumenty w pracy, jesteśmy nimi bez przerwy otoczeni, słowo pisane jest wciąż głównym nośnikiem informacji. Mimo to przeczytanie dwustronicowego artykułu nie może równać się z „połknięciem” kilkusetstronicowej bogatej w wątki powieści.

Czytanie jest fajne! Pamiętam, jak za dzieciaka wyciągałam od rodziców pieniądze, by móc pobiec do księgarni i nakupować sobie książek na cały miesiąc, a następnie zakopać się z nimi pod kocem. Nie wyobrażam sobie mieszkania w domu bez biblioteczki, którą mogłabym z roku na rok poszerzać. Wolę wydać ostatnie pieniądze na książki, niż na obiad. Na podłodze w moim pokoju leży osiemdziesiąt nietkniętych jeszcze lektur, które czekają, aż pochwycę je w dłonie. Czytanie jest potrzebne! Czytanie rozwija język, wzbogaca wyobraźnię i umiejętność postrzegania życiowych kwestii z różnych perspektyw. Dzięki czytaniu stajesz się bardziej kreatywny, od tego zależy Twoja praca i rozwój oraz to, jak będą postrzegać Cię inni ludzie. Musisz zrozumieć, że książki dają Ci szansę – może to pomoże Ci oswoić się z myślą, że to naprawdę wartościowe i fascynujące zajęcie w sam raz na wolny wieczór. Poza tym chyba nie chcesz być osobą, która po napisaniu komentarza na Facebooku dostaje odpowiedzi typu: „Najpierw naucz się pisać, potem komentuj”, „Poproś pod choinkę o słownik ortograficzny”.

Nie oszukujmy się – czytelnictwo w Polsce jest bezpośrednio związane z wydaniem książki. Od roku „siedzę” w kwestiach wydawniczych i wierzcie mi – jest źle, bardzo źle. W porównaniu do krajów zachodnich czy Skandynawii wypadamy słabo. Liczba czytelników spada, zainteresowanie książkami również, rośnie natomiast konkurencja między wydawnictwami. Co wolelibyście wydać – tłumaczenie bestselleru zagranicznego pisarza czy książkę nieznanego polskiego debiutanta? Chyba nie ma nad czym się zastanawiać. Po co ryzykować? Wiadomo, że książka autorki „Zmierzchu” rozejdzie się jak ciepłe bułeczki, a dzieło debiutanta kupi może sto bliskich mu osób. Wchodząc do księgarni, wybierasz dzieła swoich ulubionych pisarzy, to naturalne. Rzadko kiedy trafi się jakiś wariat, który wpada do Empiku czy Matrasu, by kupić w ciemno zupełnie przypadkową książkę nieznanego autora.

Swoją książkę wysłałam do prawie wszystkich wydawnictw w Polsce. Od większości otrzymałam odpowiedzi, że albo „nie podejmą się wydania książki o takiej tematyce”, albo „nie wydają debiutantów, gdyż mają budżet zajęty aż do roku 2020”. Od niektórych nie otrzymałam żadnej wiadomości, choć czekałam ponad sześć miesięcy. Strzał w pysk. Tak właśnie się czułam – jakby ktoś mnie spoliczkował. Byłam wściekła; bałam się, że moja książka wyląduje w koszu, że historia Amelii i Witolda nigdy nie ujrzy światła dziennego. Jednak, na szczęście, tak się nie stało. Trzy wydawnictwa zareagowały pozytywnie na moją prośbę, po głębokich przemyśleniach zdecydowałam się wydać „31 korytarzy” w Novae Res (wydawnictwo od „Pokolenia Ikea”, na pewno kojarzycie).

Jak wygląda praca nad książką? Jak w każdym wydawnictwie – tekst zostaje poddany kilkukrotnej redakcji (miałam zaszczyt trafić na wspaniałego redaktora, który potrafił mnie zarówno rozbawić, jak i rozzłościć), wydawnictwo projektuje okładkę (ja poprosiłam o to znajomego), uzgadniacie wspólnie opis na tylną okładkę, poszukujecie patronów medialnych oraz sponsorów, wydawnictwo stara się jak najbardziej rozreklamować książkę, autor umawia spotkania z czytelnikami (mi udało się bez problemu zorganizować już dwa), tekst wysyłany jest do recenzentów. Masa pracy, masa nerwów, ale już niedługo dostanę pierwszy egzemplarz książki, dzięki czemu mam teraz cały czas na twarzy banana. Podobno zaczynam trzy kierunku studiów w październiku, ale chyba nie będę mieć na nie czasu!

Promujmy książki, dziewczęta, promujmy do jasnej cholery!

<><

Jedna myśl na temat “„Cierpienia młodego Wertera” na stos, czyli o czytelnictwie i wydaniu książki w Polsce

  1. Pasjonat czytania i myślenia nad tym co czyta nie zrozumie tego, że ktoś nie lubi czytać.
    Pasjonat aktywnego trybu życia, nie kuma że ktoś inny woli leżeć plackiem na plaży.
    Obu sfer fanką nie byłam przez całe lata. Dla mnie najważniejszy był czas spędzany z przyjaciółmi na pogaduchach, na słuchaniu muzyki, rozwiązywaniu zadań z trygonomertii, piciu piwa i paleniu fajek ze znajomymi i robieniu głupot.
    Tak było i nie wypieram się tego.
    Przyszedł czas, gdy pewne klimaty do mnie dotarły, bunt nadal jest w różnych sferach życia, ale dojrzałam i nie jestem statystycznym Polakiem w zakresie czytania książek. Czytam średnio 20 książek rocznie, przy normalnym trybie pracy i wszelkich obowiązkach. Literatura bywa różna, czasem potrzebuję lekkiej fabuły, romantycznej i dającej rozmarzenie, a czasem są to wspomnienia tragicznych przeżyć innych ludzi.

    Co do wydawania książek … nie znam realiów, ale na pewno nie jest łatwo.
    Gratuluje zatem wytrwałości, szczęścia i talentu.
    Czasem bez pewnej dawki fuksa talent i determinacja to za mało.
    Trzymam zatem kciuki za powodzenie w zaczarowaniu czytelników.
    Powodzenia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s