Tłumaczem i nauczycielem będąc / Working as a teacher and a translator

„Wszyscy znają angielski!”, „Nie będziesz mieć pracy!”, „Bez sensu!”, „Teraz na rynku jest aż za dużo anglistów!”, „Po biol-chemie?! Zmarnujesz się!” – te słowa towarzyszyły mi przez wiele miesięcy od momentu podjęcia decyzji o rozpoczęciu studiów filologii angielskiej. A jak to z anglistyką naprawdę jest? Plaża, słońce, piasek czy zakuwanie, zarywanie nocy i szloch? Czy warto pracować jako nauczyciel i tłumacz?

Od dzieciństwa uczenie się języków obcych przychodziło mi z łatwością – radziłam sobie z angielskim, niemieckim, francuskim, choć aż do czasów liceum nie pałałam do tych przedmiotów sympatią. Przecież miałam być weterynarzem, psychiatrą, pracownikiem NASA! Ups… Nie wyszło. I bardzo dobrze!

Pamiętam, jak o 23:00, stojąc na peronie w Sochaczewie, myślałam: „Jadę podbić Trójmiasto!”. Po nocnej podróży w ciasnym przedziale dotarłam na miejsce. Zaspana i zakatarzona weszłam do podniszczonego budynku filologii, by wziąć udział w inauguracji roku akademickiego; potem podpisałam jakiś świstek o przestrzeganiu regulaminu panującego na uniwersytecie (z którego dwa tygodnie przed obroną niemal zostałam wyrzucona) i wkroczyłam pewnym krokiem w nowy rozdział życia.

BUM! Pierwsze zajęcia – językoznawstwo. Wykładowczyni wchodzi do sali i mówi do nas po szwedzku, a może po chińsku, kto wie. Po kilku minutach okazuje się, że to angielski – ten sam angielski, który zdaliśmy na maturze na 90% i więcej. Nie rozumiemy ani słowa, nie potrafimy nic zanotować. Dostajemy plan zajęć – poniedziałek od 8:00 do 16:00 z 3-godzinnym okienkiem. What the funk? Zamiast przedstawionych w hollywodzkich produkcjach ciekawych wykładów i wyrozumiałych nauczycieli z poczuciem humoru otrzymujemy nieprzydatne przedmioty (pragmatyka, socjolingwistyka, świat roślin w literaturze, serio?) oraz wykładowców (w ciągu trzech lat mieliśmy jednego native speakera), którzy w znacznej części są zbyt zaabsorbowani swoimi tytułami doktora, profesora czy nawet magistra, by spojrzeć na nas jak na normalnych, równych sobie ludzi. BACH! Pierwsza sesja, siedem egzaminów, historia Wielkiej Brytanii – książka do nauki ma 1000 stron. O czwartej rano przed testem, po wypiciu dziesięciu energetyków, masz ochotę tańczyć, Twoje serce bije jak szalone, a wątroba umiera.

Przeszedł Cię dreszcz? Niepotrzebnie. Mimo wszystko studia filologiczne mają swoje plusy (niektórzy zapewne nazwą je minusami, lecz z perspektywy studenta są to wręcz błogosławieństwa), a najważniejszy to – poza sesją nie robisz kompletnie NIC! Z każdym semestrem jest coraz łatwiej, przyzwyczajasz się do uniwersyteckiego rytmu, uczysz się targować z wykładowcami; zajęć też jest coraz mniej – przed obroną gościłam na uniwersytecie AŻ 3h w tygodniu! Czasem musisz wykonać tłumaczenie, przeczytać lekturę (lub jej streszczenie) albo napisać esej, co zajmuje Ci mniej więcej jedną godzinę tygodniowo (a od czego są nudne wykłady?). Przez dwa lata otrzymywałam stypendium rektora, moja średnia na dyplomie wyniosła 4,5. Jak tego dokonałam? W trakcie studiów nie odrobiłam prawie żadnej pracy domowej, na egzaminy i kolokwia uczyłam się dzień, czasem dwa dni, przed, a większość wykładów spędzałam, spoglądając raz po raz na Facebooka czy 9GAGa (oczywiście w domu w wygodnym i ciepłym łóżku). Można? Można. Złota rada – przestań przejmować się czymś, co olewają nawet Twoi wykładowcy.

Nie wiem, jakie zasady panują na innych uczelniach – w końcu co uniwersytet, to obyczaj – lecz nie sądzę, by różnice w nauczaniu obcych filologii były drastyczne. Czy było warto? Nie zamieniłabym tych studiów na żadne inne – mimo że nie rozwinęły wybitnie moich umiejętności językowych, paru fantastycznych wykładowców zaszczepiło we mnie fascynację tłumaczeniami; w ciągu tych trzech lat poznałam również wiele wyjątkowych osób. No i przypominam, że studiując w Trójmieście, można uczyć się do sesji na plaży! Czego chcieć więcej?

A co po filologii angielskiej? Prawda jest taka, że trudno trafić na dobrze płatną, ciekawą pracę wykraczającą poza szkolne mury. Szkoły językowe z reguły oferują niskie wynagrodzenie, a wydawnictwa i biura nie potrzebują nowych tłumaczy lub płacą grosze za stronę rozliczeniową. Ja miałam szczęście, zwykłego farta, ponieważ praca, o jakiej nawet nie marzyłam, przyszła do mnie sama – od grudnia tamtego roku jestem zatrudniona w szkole językowej Language Extreme w Gdańsku. Uczę grupy dorosłych osób (po niemiłych przejściach z pacholętami <a w szczególności ich niezbyt mądrymi rodzicami> nie dam się w to ponownie wciągnąć) i tłumaczę teksty o charakterze medycznym oraz prawniczym. Ponadto udzielam prywatnych korepetycji, mam najlepszą na świecie grupę uczniów, którzy bezczelnie nie odrabiają prac domowych przez pół roku, a swoją wspaniałą nauczycielkę opisują słowami „rude”, „arogant” i „insane”. I wiecie co? Uwielbiam z nimi pracować; staram się, by wychodzili z każdej lekcji z uśmiechem na ustach i vice versa. Co więcej, to nie dzięki studiom, lecz dzięki uczeniu potrafię teraz opanować strach przed publicznymi wystąpieniami i płynnie korzystam z języka angielskiego. Czy da się z tego wyżyć? Jeśli dobrze trafisz, możesz zostać nawet studenckim Billem Gatesem i wyglądać tak:

BN-NI725_0331wo_GR_20160331153441

Czy to łatwa praca? Wymagająca. Jako nauczyciel musisz dostosowywać metody uczenia do wymagań i poziomu każdego ucznia, mieć duży zasób słownictwa, przygotowywać materiały, a zasady gramatyczne recytować z pamięci. Jako tłumacz musisz być zorganizowany i gotowy do pracy nawet o pierwszej w nocy. Jednak kiedy Twój uczeń przychodzi do Ciebie z paczką Rafaello i mówi, że zaliczył w pracy egzamin z angielskiego najlepiej z grupy lub gdy myślisz o tym, że, pracując nad tłumaczeniem, możesz siedzieć cały dzień w domu w towarzystwie laptopa i herbaty, to cóż… Gdzie to Rafaello i laptop?

Śpieszmy się kochać nauczycieli z pasją, tak szybko przestajemy ich potrzebować.

Stay fishy!

<><

/

„Everyone knows English!”, „You won’t get a job!”, „It’s meaningless!”, „There are too many English teachers on the market right now!”, „Seriously, after the biology class?!” – these words accompanied me from the moment I had decided to start studying English Philology. But how do these studies really look like? Beach, sun, sand or lashes, nights out, and sob? Is it worth to work as a teacher and a translator?

Since my childhood I have found learning foreign languages easy – I have dealth with German, French, English, although up to the time of high school I did not feel sympathy for these subjects. After all, I was going to be a vet, a psychiatrist, a NASA employee! Ups… It did not work. Thank god!

I remember when I stood on the platform in Sochaczew and thought: „I’m going to conquer 3city!”. After the night-time journey in the tight period I reached my destination. Sleepy and suffering from cold I entered the tattered building of foreign philologies in order to take part in the inauguration of an academic year; then I signed a whip about observing regulations of the univeristy (which two weeks before my bachelor’s defence I was almost expelled from) and stepped into the new chapter of my life.

BOOM! The first lesson – linguistics. The lecturer enters the room and speaks to us in Swedish, or maybe Chinese, who knows. After a few minutes it turns out to be English – the same English we passed the Matura exam on with flying colours. We do not understand a word, we can not write anything. We get a schedule – Monday from 8AM to 4PM with a 3-hour break. What the funk? Instead of being given interesting lectures and forgiving teachers with the sense of humour like in Hollywood productions, we receive useless subjects (pragmatics, sociolinguistics, the world of plants in literature, seriously?) and lecturers (within three years we had one native speaker) who are largely over-absorbed by their titles of PhD., Prof. or even MA, and who are not able to look at us as normal, equal people. BOOM! The first session, seven exams, the history of the Great Britain – the study book has 1000 pages. After drinking ten energy drink at 4AM before the exam you want to dance, your heart beats like crazy, and your liver dies.

Did you shiver? Unnecessarily. In spite of the mentioned issues, philological studies have their advantages (some of you will probably name them disadvantages, but from the perspective of a student they are even blessings), and the one that is the most important – apart from the session time you do not do completely ANYTHING! With each semester it is getting easier, you get used to the university rhythm, you learn to bargain with lecturers; moreover, you have less and less classes – before the bachelor’s defence I had spent 3 hours a week at univeristy! Sometimes you have to do a translation, read a book (or its abstract), or write an essay, which takes you about one hour per week (and what are boring lectures for?). For two years I received a scholarship, on the diploma my GPA was 4.5. How did I do that? During my studies, I did not do almost any homework, I spent one, sometimes two, days learning before exams and colloquia, and I spent most of my lectures looking again and again on Facebook or 9GAG (of course in the house in a comfortable and warm bed). Possible? Possible. Silver bullet – stop worrying about something that even your lecturers do not worry about.

I do not know what the rules at other colleges are – every univeristy has its own customs – but I do not think the differences in teaching foreign languages are drastic. Worth it? I would have never changed my studies – although they did not develop my language skills, some fantastic lecturers have made me fascinated with translations; during these three years I also met many extraordinary people. Well, I must remind you that studying by the sea means learning on the beach! What more can you dream about?

So what can you do after English philology? The truth is that it is hard to find a well-paid, interesting job that would go beyond school walls. Language schools generally offer low salaries, and publishers or offices do not need new translators or they pay pennies for a page. I was lucky, simply lucky, because the work I did not even dream of have come to me – since December I have been employed in the language school Language Extreme in Gdańsk. I teach groups of adults (after some harsh experiences connected with teaching kids and especially having to talk to their not-very-smart parents, I will not be able to re-engage in it) and translate medical and legal texts. In addition, I give private tutoring, I have the best group of students in the world who brazenly do not do their homeworks for half a year and who decribe their great teacher as „rude”, „arrogant” and „insane”. And you know what? I love working with them; during each lesson I try to make them smile and vice versa. What is more, it is not because of the studies, but thanks to teaching that now I can cope with the fear of public speaking and fluently use English. Is it possible to make both ends meet? If you find a good job, you can even become next Bill Gates and look like this:

BN-NI725_0331wo_GR_20160331153441

Is it an easy job? Demanding. As a teacher you need to customize your learning methods to the needs and level of a particular student, have a large vocabulary, prepare materials, and learn all grammar rules by heart. As a translator you must be organized and ready to work even at night. However, when your student comes to you with a package of Rafaello and says that he passed an English exam at work and he was the best in the group or you think that when you work on a translation, you can sit all day at home in the company of your laptop and tea, well then… Where is my Rafaello and laptop?

Let us hurry to love teachers with passion, we stop needing them so quickly.

Stay fishy!

<><

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s