Pisanie książki – koszmar czy przyjemność? / Writing a book – a nightmare or a pleasure?

Wyobraź sobie taką sytuację – siadasz wypoczęty przed laptopem, na stole stoi kubek z Twoją ulubioną herbatą bądź kawą, otwierasz jakiś program do pisania (niekoniecznie Notatnik) i, uśmiechając się, suniesz palcami po klawiaturze, podczas gdy na ekranie pojawiają się wyszukane słowa i genialne sformułowania.

W rzeczywistości wygląda to nieco inaczej…

Pierwsze pięćdziesiąt stron „31 korytarzy” napisałam ponad trzy lata temu i aż do czasu wakacji 2016 roku nie otworzyłam pliku zawierającego początkowe rozdziały książki. Dlaczego? Chyba po prostu musiałam do niej dojrzeć. Jedna niespodziewana rozmowa skłoniła mnie do ponownego otwarcia dokumentu, a wtedy moim oczom ukazał się dziecinny, nudny tekst. Nie wierzyłam, że z tak poważnej i dosyć kontrowersyjnej historii zrobiłam prostacką bajeczkę dla miłośników harlekinów i „50 twarzy <Earl> Grey’a”. Wtedy przybyło mi parę siwych włosów…

Nastały wakacje, postanowiłam wziąć się w garść, „naprawić” tekst i dać prawdziwy wycisk komputerowej klawiaturze. Zaczęłam od researchu – przetrząsałam fora, na których ludzie opisywali swoje szkolne „przygody” z nauczycielami i uczniami, zagłębiłam się też nieco w literaturze oraz kinowych produkcjach o podobnej tematyce, dzięki czemu w mojej wyobraźni zaczynał powstawać coraz to wyraźniejszy obraz głównych bohaterów i ich otoczenia. Przez trzy tygodnie sierpnia siedziałam od 10 do 18 godzin przy klawiaturze, a kubek zimnej herbaty stał zawsze po lewej stronie biurka. Czasem robiłam sobie przerwy na spacer po mieszkaniu (ból kręgosłupa był nieunikniony), zmycie naczyń, prysznic, lekcję angielskiego lub zjedzenie czegoś na szybko. Nie umiałam skupić uwagi na najprostszych rzeczach, snułam się bez celu, nie mogłam spać. Marzyłam jedynie o tym, by znów usiąść do laptopa i dopisać nowe zdanie albo poprawić to, które zagnieździło się w moim umyśle. Zdarzały się dni, gdy nie byłam w stanie pisać – i to był koszmar.

Kiedy po trzech tygodniach nerwów, przekrwionych oczu i początków zwyrodnienia kręgosłupa skończyłam książkę, zrozumiałam, że moja przygoda z Amelią i Witoldem definitywnie się skończyła. Po rozstaniu z bohaterami płakałam jak bóbr – wraz z ostatnią stroną straciłam dwójkę przyjaciół, którzy dotrzymywali mi towarzystwa 24h/dobę, którzy mnie rozśmieszali, wprawiali w zdumienie i denerwowali.

Czy jestem zadowolona z tego, co napisałam? Tylko głupiec powie, że jest. Moja książka nigdy nie będzie doskonała, słowa nie oddadzą tego, co krąży mi pod czaszką; świadomość tego boli. Czy zatem pisanie książki można nazwać koszmarem? Nie, to jedna z najwspanialszych rzeczy, jaka mi się przydarzyła. Kiedy piszesz, rozmawiasz ze sobą, wnikasz wgłąb własnego „ja”, odkrywasz swoją wrażliwość, poglądy, potrzeby, wydajesz osądy, starasz się zrozumieć, czasem sam się zaskakujesz. I choć po podpisaniu umowy oraz zrobieniu tysięcznej poprawki tekstu wciąż nie potrafiłam oddać „31 korytarzy” redaktorowi, teraz wiem, że książka trafiła w dobre ręce i nikt nie skrzywdzi Amelii i Witolda. Mogę spać spokojnie.

Stay fishy!

<><

my (113)

/

Imagine this situation – you sit relaxed in front of a laptop, have a mug filled with your favourite tea or coffee on the table, open a writing program (not necessarily Notepad), and smile; your fingers gently touch the keyboard, and some sophisticated words and brilliant sentences appear on the screen.

In fact it looks a bit different …

I had written the first fifty pages of „31 corridors” over three years ago and until the 2016 holiday I did not open the file containing the initial chapters of the book. Why? I guess I just had to grow up. One unexpected conversation prompted me to re-open the document, and then I saw a childish, boring text. I did not believe that I changed such a serious and quite controversial story into a simple fairytale for harlequins’ enthusiasts and „50 Shades of <Earl> Grey”‚s fans. After that I discovered some grey hair on my head…

During the holiday in 2016, I decided to get a hold of myself, „fix” the text, and duff my computer keyboard up. I started with research – I visited a lot of forums where people described their school „adventures” with teachers and pupils, I also went into literature and cinema productions of similar subject, so the clearer picture of the main characters and their surroundings began to emerge in my imagination. For three weeks in August I was sitting 10 to 18 hours in front of the keyboard while a cup of cold tea always stayed on the left side of my desk. Sometimes I had a break in order to walk around the apartment (the spinal pain was inevitable), wash dishes, take a shower, prepare some English lessons, or order something to eat. I could not focus on the simplest things, I was aimless, I could not sleep. I just dreamed of sitting back in front of my laptop and adding a new sentence or improving the one that nestled in my mind. There were days when I was not able to write – and it was a nightmare.

When after three weeks of nerves, bloodshot eyes, and the beginning of degeneration of my spine I finished the book, I realized that my adventure with Amelia and Witold was definitely over. After breaking up with the protagonists I cried like a baby – with the last page I lost two friends who kept me company 24 hours a day, who made me laugh, who made me amazed and nervous.

Am I satisfied with what I wrote? Only the fool will say that he is. My book will never be perfect, words will never stress enough what is circling under my skull; awareness of this fact hurts. So can writing a book be called a nightmare? No, this is one of the most wonderful things I have ever done. When you write, you talk to yourself, you penetrate into your own „self”, you discover your sensitivity, views, needs, you make judgments, you try to understand, sometimes you surprise yourself. And even after having signed the contract and the thousandth correction of the text, I still could not give „31 corridors” to the editor, now I know that the book is in good hands and no one will ever harm Amelia or Witold. I can sleep comfortably.

Stay fishy!

<><

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s